niedziela, 3 kwietnia 2011

Na Topolowej i Rakowickiej



Kontynuując spacer po Topolowej zacznę od środka ulicy, od domu nr 18, gdzie jak głosi tablica mieszkał w latach 1906-1910 Józef Piłsudski. Tamtejsza posadzka zrobiona została z lastrika i być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie data, jaką można tam zaobserwować: 1890! Jest to bez wątpienia jedna z najstarszych nawierzchni lastrikowych w Krakowie! Wydawać by się mogło, że lastriko, zwane także lastrykiem, lastrico, terazzo to wynalazek późniejszy, charakterystyczny dla wnętrz modernistycznych z 20-lecia międzywojennego (i oczywiście "posadzkowy król" PRL-u), okazuje się jednak, że jednolite posadzki terazzowe, nazywane też sztucznym marmurem, powstawały już w II połowie XIX stulecia na zachodzie Europy. Lastriko tworzono z betonu, w skład którego wchodziły: mieszanina wody, cement i grys. Produkowano je w pięciu kolorach: białym, czarnym, szarym, czerwonym i zielonym, a jego struktura dzieliła się na grubo, średnio i drobnoziarnistą w zależności od rodzaju użytego do produkcji gryzu. Ponieważ napotkałam w różnych miejscach Krakowa na wspaniałe przykłady wzorzystych podłóg lastrikowych poświęcę im pewnie któryś post w całości a na razie owa najstarsza na razie "data produkcji". Zdajcie sobie prosze sprawę z tego, że po tej podłodze chadzał przyszły Marszałek...



Wróćmy jednak do znalezisk na Topolowej. Przede wszystkim poszłam tam, by sfotografować posadzkę A.D. Hochstima, o której ostatnio dowiedziałam się, że jest przeznaczona do skucia. Rzeczywiście w kamienicy tej trwa remont generalny, wymieniane są stropy, stolarka drzwiowa i wszystkie detale z posadzkami włącznie. Szkoda trochę, bo są tam nieźle zachowane płytki Kadena(?) i u wejścia cała rozetka Hochstima. Jak zauważycie przy jakimś wcześniejszym remoncie (prawdopodobnie przy przeprowadzaniu instalacji elektrycznej) odkuto ją i założono na nowo raczej niedbale, myląc wzór, ale i tak zachowała się w całości. Teraz jednak oba wzory pozostaną "zachowane" wyłącznie na fotografiach. W kamienicy bardzo się kurzy, więc posadzki pokrywa niestety gruba warstwa zanieczyszczeń.





W innej sieni zauważyłam płytki z nazwą kolejnego wytwórcy Romana Silberbacha. Są wkomponowane w betonowe trylinki, znacznie późniejsze, co może oznaczać, że płytki Silberberga zostały zamienione w dwudziestoleciu międzywojennym na znacznie wytrzymalszy beton, a została jedynie nazwa wykonawcy poprzedniej posadzki.



Na razie niewiele mogę o tej firmie powiedzieć, poza tym, że jej nazwa pojawia się w dokumentach z czasów około I wojny światowej. Podobnie jak inna nazwa fabryczki Emila Silberbacha, którego nazwisko widnieje na płytkach ceramicznych używanych przy wykładaniu lamperii np. w kamienicy nr 8 przy ul Rakowickej. Może to ta sama firma, która przeszła z ojca na syna. Tego nie wiem.
Tam również trwa dziś remont. Od prowadzących go robotników dowiedziałam się, że zanim rozpoczęto prace płytki zostały zwandalizowane przez chuliganów, którzy wdarli się kiedyś do wnętrza i niestety nie będą rekonstruowane, bo właściciel nie ma na to pieniędzy. Szkoda znowu, ale takie są dziś "prawa" panujące na rynku i nic nie da się w tej kwestii zrobić.





I jeszcze całkiem przypadkowe znalezisko. Oto jak warto fotografować nawet pojedyncze, nie pasujące do głównych wzorów, wyrwane z kontekstu płytki, którymi łatano ubytki. W sąsiedniej kamienicy także na Rakowickiej płytka z napisem LISSA - pochodząca najprawdopodobniej z fabryki w dzisiejszej Leśnicy (na przedmieściach Wrocławia). Fabryka ta w latach międzywojennych była filią słynnej firmy Vileroy and Boch. Dziś jej tereny są właśnie równane z ziemią i powstaną tam apartamentowce... Nie wiem, czy cała posadzka w tej kamienicy pochodzi z LISSY. Lamperie za to stworzyła firma Haas & Silberberg.





2 komentarze:

  1. Hello, tu próba czasu. Powtarzam: próba czasu.
    Żyje Pani jeszcze na swym "pavimentum"? Ja właśnie wracam po pauzie... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowna Pani, mieszkam od jakiegoś czasu na "przedmieściach" Wrocławia /Leśnica jest jego częścią od 1928r./ Bardzo interesuje mnie historia zakładu o którym Pani Pisze. Prawie co weekend chadzam na teren pofabryczny zbierając różne ceramiczne cuda ponieważ poszukuję szczątków kafli do uzupełnienia posadzki u mnie w domu. Fragmenty kafli, koraliki do granatów tłuczkowych - bo to też produkowano. Niestety takiego logo /krój czcionki, "wstęga" nad literami "S"/ dotychczas nie znalazłem, w związku z tym podejrzewam, że jednak to nie ta "Lissa". Pozdrawiam. M.
    P.S.
    Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że dostarczali kafle /Vileroy and Boch/ do N.Y /ściany tunelu pod Hudson/ to i mogą być w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń